Lubię momenty w oratorium, gdy małe łobuzy siedzą nieruchomo
na pomarańczowej ziemi, wsłuchane w opowiadania Cesara.
Mogę wtedy przyjrzeć
się ich podkręconym rzęsom, które wyglądają lepiej niż moje włosy nakręcone na
lokówkę. Podziwiam ich wielkie usta. Czasami
są one bardziej brązowe lub koloru
czerwonych buraków. Przyglądam się ich gałkom. Oczy są elementem, na
które każdego dnia zwracam uwagę. Te gałki nie są śnieżnobiałe, nie są też
takie jak europejskie gałki. Kolorem przypominają zżółkłe stare prześcieradło.
Niektóre mają bardziej wyraziste żółte plamy, powiedziałaby, że przypominają wtedy
oczy europejczyka chorego na żółtaczkę. Czy te dzieci mają żółtaczkę?
Lustruję ich pulchne twarzyczki. Policzki większe lub
mniejsze. W kącikach ust są pozostałości po szimie. Widać też kto jadł małe
słodkie co nieco. Cukier świetnie przyciąga piasek. I najczęściej spotykane..
pozostałości po katarze. Taka zielonkawa ścieżka z dziurki nosa do ust.

Niektóre dzieci poznaję po butach, np. chłopczyk który w 40
stopniowym upale chodzi w zielonych kaloszach,
zielonej koszuli i porwanych spodniach od
piżamy z Kubusiem Puchatkiem. Każdego dnia tak samo.
Wiem także, że On lubi bawić się zielonymi
owocami z drzewa o nieznanej mi nazwie i rzadko bawi się z innymi. Poznaję
również jego siostrę. Gdy wspólnie gramy, Ona
wodzi wzrokiem za swoim młodszym braciszkiem.

Każdego dnia rozpoznaję 4letniego chłopczyka z dołeczkami w
policzkach, gdy się uśmiecha na powitanie. Dziewczynkę ze sweterkiem
zasłaniającym do połowy wypchany balonem brzuszek. Dwóch braci, którzy trzymają
się za rękę. Starszy śmiało ciągnie, nieśmiałego młodszego brata. 6letniego
Musondę w koszuli z Kubusiem Puchatkiem.
Muenię i jej brata przywiązanego do
pleców.
Gdy tak sobie siedzą nieruchomo, próbuję rozwiązać zagadki
minionego tygodnia.
Natasha. Na pierwszych zajęciach była nieśmiałą dziewczynką.
Nic nie mówiła. Od czasu do czasu przepisała kilka literek z tablicy. Drugiego
dnia była na tyle odważna, aby pobić się z kolegą z ławki. W kolejnych szalona i uparta dziewczyna z błyskiem w oku. Dzień
przed gratitiude Day, milcząca, smutna, niechętna do współpracy. Nie da się przytulić,
lecz siedzi obok mnie i patrzy. Dziś pojawia się w oratorium, ponownie
uśmiechnięte gra w gumę. Na jej czarnej skórze, w blasku czarnej sukienki widać
spuchnięte oczko i siniaka. Podobnego ma na prawym udzie. Dlaczego? Co się wydarzyło, gdy jej nie było?
Każdego dnia rozpoczynam nową misję. Patrzę oczami a słyszę sercem.