piątek, 7 sierpnia 2015

Wycieczka teoretyczna. Wyruszamy z kościoła.



Na niedzielnych mszach pierwsze ławki w lewej nawie  należą do dzieci. Grzecznie siedzą, czasami tylko ruszając nogami. Zdarzy się, że 4 letni łobuz przyśnie na ramieniu kolegi. Cisza i harmonia w dalszym ciągu jest zachowana. Nad nimi czuwa matron- stróż ciszy i porządku. Dzieci mają milczeć i nie przeszkadzać dorosłym, tak jak w życiu codziennym.

Podczas wieczornych modlitw w kościele, np. nowenna do Ks Bosko, patronem dzieci jestem ja z Kasią. Dla nas najlepszą dziecięcą modlitwą jest „ po prostu bądź”. To dla nich czas na czytanie Pisma Świętego do góry nogami. Oglądanie obrazków Świętych. Krzyżyk od różańca staje się „samochodem”, który mknie po nierównościach ramienia. Przytulają się. Liczą palce z każdej dłoni. Sprawdzają stan miękkości skóry. Porównują połączenia między paliczkami. Machają nogami. Wiercą się jak śrubki pod wpływem śrubokręta. Śpiewają z tłumem zambijskie piosenki. 

Dla porównania, dorosła młodzież, świadoma swojej obecności. Różaniec na szyi, biała koszula, spódniczka za kolano, wypolerowane pantofelki. Jednak nie wszyscy. Niektórzy cierpią na uzależnienie od muzyki. Słuchawki w uszach podczas mszy to nie rzadkość. Kazanie to świetny moment na smsowe czatowanie z przyjaciółmi. Brak klimatyzacji sprzyja drzemce. Nikt z tłumu nie wyśle im pstryczka w ucho. Nie zwróci uwagi, bo są  już „dorośli”.  

"Wychowanie jest sprawą serca” twierdził ks. Bosko.  Problem pojawia się, gdy starsze pokolenie nie zostało nauczone miłości. Wychowanie z miłością owocuje. Rodzi pragnienie przekazania tego co najlepsze. Wychowanie groźbą przynosi odwrotny efekt do tego oczekiwanego. 

Z obserwacji i opowieści misjonarzy widać, że wychowanie to dyscyplina. Dzieciom i młodym ludziom z Zambii  stawia się jedynie wymagania. Rozkazy. Nieposłuszeństwo grozi biciem. Biciem bez wyjaśnienia. Wychowanie strachem, które śmiem nazwać wychowaniem bez wychowania. Od pokoleń jest stosowana ta sama metoda, która zamyka się w błędne koło. Nie można wychowywać drugiego człowieka, nie dając mu przykładu, nie można wymagać od innych, jeśli nie wymaga się najpierw od siebie i nie żyje według tego, co głosi. Dotyczy to wszystkich. 

Dopiero po roku jestem w stanie zrozumieć jak ciężka jest praca misjonarzy z młodzieżą. Wyplewić chwasty pokoleń. Zasiać miłość i wydobyć ich prawdziwą wartość. Nauczyć szacunku do siebie samych. Uświadomić, że popełnione błędy uczą i nie rujnują życia. Pomóc w rozmnażaniu talentów. Zainteresować ich, by zamiast głośnej muzyki wsłuchali się Słowo Boże. 

Podstawą domu jest silny fundament. Podstawą wychowania są trwałe wartości. Wychowanie na piaszczystym gruncie legnie w gruzach. Ta teoria jest łatwa do przedstawienia, trudna do wcielenia. POTRZEBNA JEST LEKCJA MIŁOŚCI! 


„Ja jestem  dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają(…) Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz.”

J 10, 14-17

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza