środa, 9 kwietnia 2014

Mieszkam w ZOO


Każdego dnia tworzę listę: 1000 rzeczy do zrobienia w tym tygodniu. 200 na dziś i kolejne 150 na jutro, z tego 30 odchodzi na drugi plan, bo to cele długoterminowe. Żółty kalendarz  ekspresowo się zapełnia.


Najlepiej zapełnić go tak, aby nie było żadnej wolnej minuty, bo po co tracić czas? Sen? Sen jest  dla mięczaków. 4 godziny snu w ciągu tygodnia, 6.5 w weekend, wystarczająco. 


Każdy dzień rozpoczynam od ślimaczego wygrzebania się z łóżka. Po śniadaniu ruszam się szybko i zdecydowanie jak wilk polujący na swoją ofiarę. Zamykam drzwi domu i rozpędzam się jak sokół na niebie. Jak codziennie z rana sprawdzam moje opancerzenie. Jeden mały kolorowy różaniec w kieszeni, drugi – duży, równie kolorowy w torebce, trzeci, najmniejszy na  serdecznym palcu prawej dłoni. Odmawiam różaniec, w biegu, później znowu nie zdążę. 


- „Panie Boże, pobłogosław mi na dzisiejszy kolejny zwariowany dzień”, proszę Go ze spuszczoną głową. Teraz biegniemy Razem, On i ja. Ja wypełniam swoje zadania z żółtego kalendarza jak pracowita mrówka, On kieruje moimi ścieżkami, stawiając światła i co chwilę jakiegoś Anioła. Czerwone – STOP! Czas na przerwę po 8 godzinach mniej lub bardziej interesujących zajęć na uczelni. Opadam z sił.


 Siadam na drewnianej ławce gdzieś w małym parku łapiąc promienie wytęsknionego słońca. Zjadam sałatkę z papryką, którą zdążyłam przyrządzić w domu  i zachwycam się smakiem świeżo zmielonej kawy z McDonalda. Żółte światło - ruszam. Godzina 19 wieczorne światło zielone, czyli nocny dyżur w szpitalu. Przyjmuję 4 pacjentki, pobieram krew, podłączam kroplówkę. O 2.15 rodzi się Michaś, a 4,20 jego koleżanka z sąsiedniej sali Weronika. Zwolniły się łóżka więc o 6,40 „dzień dobry” mówi kolejna pacjentka. Ostatkiem sił wypełniam dokumenty. Jak dobrze, że na dziś to koniec pracy.


Jeszcze tylko 30 minut spacerkiem na dworzec, 40 minut jazdy autobusem i kolejne 12 zanim dojdę do domu. Dziś tylko krótki prysznic. Śniadanie zjem jak wstanę. Wykonuję znak krzyża.


- „Dziękuje Ci Panie Boże za kolejny cudowny dzień. Dziękuję za dzisiejszą lekcję. Dziękuje za cudowny powiew wiosny i za fioletowe krokusy pod blokiem”.


Jestem zmęczona. Jestem wykończona. Czy skorupiak jest mięczakiem? Zasypiam. Za 3 godziny znowu wstanę i będę zielono-żółto- czerwonym motylem, a może dziś będę  czyimś Aniołem Stróżem?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza