Godzina 5,50 otwieram oczy chyba na dźwięk budzika, chociaż
wcale nie pamiętam abym go słyszała. Wpadam w lekką panikę. Jest niedziela, dziś mam wyjść i przed
ołtarzem prosić o ofiary na wyjazd misyjny.
Wypić kawę czy lepiej nie? Pytanie, które pierwsze pojawiło
się w głowie. Ciśnienie podskoczyło mi chyba do 180 Hg mm.
Jem śniadanie. Próbuję wzbudzić w sobie spokojne
myśli. Ubieram się w białą bluzkę,
niebieskie spodnie, do tego oliwkowy żakiet z ludowym kolorowym haftem. Zielone
kolczyki, które dostałam od Dawida z Zambii mają wprowadzić mnie w klimat
misyjny. Pospiesznie chwytam różaniec. Wychodzę z domu.
Idę pustym chodnikiem do kościoła. W międzyczasie proszę o
wsparcie Anioła Stróża i Ducha Świętego. Chcę zrobić to z uśmiechem i radością
Dziecka Bożego.
Stoję blisko ołtarza. Delikatnie odwracam głowę, aby zobaczyć ile osób przyszło na mszę. Oni
jeszcze nie wiedzą, że ja to ja. Ja wiem, że pokładam w nich swoją dziecięcą
nadzieję.
Niedziela Światowy dzień modlitwy o Powołania. Tak.
II czytanie :
„To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie
cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również
cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. On
grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu
złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu,
który sądzi sprawiedliwie. On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na
drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości
- Krwią Jego zostaliście uzdrowieni. Błądziliście bowiem jak owce, ale teraz
nawróciliście się do Pasterza i Stróża dusz waszych.”
(1 P 2,20b-25)
No tak. Pasuję dziś to czytanie idealnie do mojej sytuacji.
Ewangelia o owcach.
Brzmi znajomo. Przypominam sobie sen 9- letniego Jana Bosko i słowa ks. Macieja z Ośrodka „gdyby nie ten sen, nie było by tu
nas” .
Ku Mojemu zaskoczeniu, nie zdążyłam zauważyć i Ks. Proboszcz zaczął ogłoszenia.
Już!?! Już widzę Jego spojrzenie w moją stronę. Stoję przed amboną, rozkładam
ściągę. Urwał mi się film. Nie jestem świadoma tego co mówię. Słyszę, że mówię. Widzę,
że patrzę. Widzę zaciekawione twarze
skierowane w moją stronę. Czuję silne jak młot uderzenia serca. Nogi mi się trzęsą, jakby chciały
uciec. W dłoni zaciskam krzyżyk od różańca, który był ze mną w trudnych i szczęśliwych
chwilach.
Schodzę. Idę
dumnie i z uśmiechem. Czuję się szczęśliwa.
Udało się. Nie mogę odtworzyć tego co powiedziałam, ale czy to ważne?
Kolejne msze, ogłoszenia i moje wystąpienia mijają szybko. Każde
życzliwe słowo, uśmiech dodają mi siły i odwagi.
Msza o godzinie 16, kolejna niespodzianka Ducha Świętego.
Początek adoracji i akt zawierzenia się Jezusowi Chrystusowi jako Naszemu Panu.
Tego dziś potrzebowałam! To był mój prezent. Moje ubezpieczenie na drogę
misyjną jaką jest życie.
Jestem jedną z zagubionych Owieczek Naszego Pasterza. Odnalazłam swoją drogę i nie muszę się już błąkać.
Po co ten dzień? Może właśnie po to, aby powiększyć stado pokręconych i zakręconych w codzienności Owieczek?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz